|
Urodziłam się w
zimę, 3 stycznia 2005 roku w Warszawie. Razem ze mną przyszli na
świat Farah, Feroz i Ferrero. Wszyscy jesteśmy Perfekt;-). Moi
bracia i siostrzyczka rozjechali się po świecie a ja zostałam w
moim rodzinnym kraju- w Polsce. W ogóle to od samego początku
byłam oczekiwanym dzieckiem- zaplanowanym i kochanym już od samych
narodzin. ONA zabrała mnie w zimie od mojej psiej mamy. Opowiadała
mi potem, że całą podróż przespałam, ale w nocy w nowym domku nie
mogłam spać.
Tęskniłam za moją psią mamą i wtedy ONA położyła się obok mnie, by
nie było mi tak smutno...I tak mijały tygodnie,
miesiące...Wszystko było dla mnie wtedy takie nowe, nawet te zaspy
w które wpadałam. I ONA...zastanawiałam się skąd się nagle wzięła?
Tuliła mnie i całowała po pyszczku, piszczała z radości jak
siusiałam na trawkę i dawała za to nawet coś dobrego. Robiła
zdjęcia, wycierała łapki, uczyła nowych rzeczy, jakdostawałam
czkawki masowała mi brzuszek, kupowała zabawki, materacyk...
A ja?
Ja już materacyka nie mam- bo bardzo spodobały mi się kolorowe
gąbki, które tam w środku były...Uwielbiałam robić dziurki w jej
spodniach, bo ONA tak fajnie wtedy podskakiwała, targałam szmaty
do podłogi, gazety, nawet czasem kota pogoniłam, a najbardziej
uwielbiałam porywać papcie- i do teraz mi to zostało;-)
 |
 |
Dziś już dorosła jestem a ONA dalej mówi do mnie „maluszek” a
przecież ja już ważę 34 kilo. ONA stała się moją rodziną, bardzo
mnie kocha- ja ją też ale nie tylko ją, moją człowieczą
mamę...Kocham też biszkopty, kiszoną kapustę, pumpernikiel z
pasztetem i kota kocham gonić i moją zdechłą kurę targać...Kocham
spacery z moją człowieczą mamą, zimę kocham, ćwiczenia, zabawy,
wariacje śniegowe kocham. I kocham jak moja człowiecza mama jest
ze mną cały czas... wtedy świat nie istnieje albo czas w miejscu
staje...
Tak by mogło być wiecznie... Ja to nazywam miłością...psią
miłością...a moja człowiecza mama mówi, że spełniło się jej
marzenie, bo pojawiłam się ja...Fridusia.
|
|